czwartek, 11 grudnia 2014

ORMIAŃSKA TOLMA - ARMENIAN TOLMA

Bez tolmy nie może się obejść żaden świąteczny ormiański stół, bo tolma to nie tylko danie, to podstawa. Ilość rodzajów tolmy jest niezliczona, jedni mówią, że przepisów  na tolmę jest tyle co dni w roku, inni że ponad czterdzieści conajmniej. O tolmie piszą poradniki, książki kucharskie, artykuły. To temat rzeka, dobry na pracę doktorską. Tolma gości na ormiańskich stołach bardzo często i wcale nie jest to dziwne. Danie to jest przepyszne, przypomina niekiedy nasze polskie gołąbki. Sęk w tym, że nie mogę na raz opisać wszystkich jej rodzajów, więc dzisiejszą ciekawostką mianuję tolmę w liściach winogronowych.

Tolma w winogronowych liściach
Tolma to uogólniając mięsne zawiniątko z ryżem w czymś (nie wliczając postnej tolmy!). Mięso przygotowuje się tak, jak na gołąbki i z dodatkiem ryżu zawija w liście kapusty, winogron lub nadziewa nim warzywa (bułgarską paprykę, bakłażany i inne). 

Wnętrze zawiniątek wypełnia mięsno-ryżowy farsz
Poniższa tolma właśnie z takich liści winogron się składa. Całość powinna się pogotować. Gotowe danie podaje się w towarzystwie macuni z cynamonem lub, jak kto woli, macuni z posiekanym czosnkiem. 

Macuni z czosnkiem
Tolmę je się (zresztą jak wszystko tutaj) z chlebem, który można maczać w pysznym tolmowym sosie. Liście winogron nadają daniu delikatny kwaskowy smak. I znów Armenia zafundowała mi niepowtarzalne doznania zmysłowe! 

Para idealnie dobrana - tolma z macuni 
Tolma is an essential part of Armenian menu and Armenians cannot imagine their tables without this dish. The amount of types of tolma is countless, some says that there as many recipes of tolman as days in a year, others state that there should be at least fourty. About Tolma writes "how-to" books, cookbooks, articles. Tolma is on Armenian tables very often, and it's not something strange. This dish is amazingly delicious, sometimes reminds our Polish stuffed cabbage. The problem is that, I can not describe all types of it at the same time, so today I announce a day of tolma made of grape leaves!
Generally speaking, tolma is a meat with a rice wrapped into something (the exception is meatless version). Meat is prepared like for stuffed cabbage with the addition of rice, then wrapped into leaves (grapes or cabbages), or stuffed into vegetables (Bulgarian pepper, eggplant, etc.).
Tolma presented above is the one with grape leaves. Perfect addition to this meal is "mac uni" (Armenian kefir) with the addition of cinamon or chopped garlic.
Tolman should be served (though like everything here) with bread, which you can dip in a delicious tolma sauce. Grape leaves give the dish a delicate sour taste. So again, I had to sacrifice myself and eat the whole plate of it, to be able to write here. ;))))

SZKOŁA ARTYSTYCZNA IM. STEPANA AGADZHANYANA W WANADZOR - SCHOOL OF ART AFTER STEPHAN AGADZHANYAN IN VANADZOR

Sztuka była czymś, na co przez długie lata byłam śmiertelnie obrażona. Jest to mój słaby punkt i największa porażka. Kiedyś, trzymając ołówek czułam, że trzymam w ręku cały świat i to ode mnie zależy jak on będzie wyglądał. Byliśmy z tym ołówkiem twórcami i odtwórcami czego tylko chcieliśmy. Teraz ołówek służy mi do pisania i nic poza tym. Będąc mała, patrzyłam na świat z perspektywy "jakby to mogło wyglądać na papierze". Widziałam domy i drzewa inaczej. Patrzyłam na ludzi i doceniałam ich zmarszczki, ich oczy i nosy, ich policzki i usta i oczami wyobraźni szkicowałam ich twarze z najmniejszym detalem. Teraz patrzę na ludzi i widzę tylko ludzi. Już zapomniałam, jak bardzo mi tego brakuje, już zapomniałam o tęsknocie za moim ołówkiem, tym z którym świat tworzyłam, a nie którym piszę. 

Obraziłam się na sztukę, bo mnie rozczarowała. Miała być czymś wzniosłym, niezwykłym, niepojętym, idealnym, astralnym. Rzeczywistość obdarła mnie z tych wyobrażeń, sprowadziła sztukę do poziomu materii, pokazała że jej nadludzkość ma swoją cenę. Życia ze sztuką nie związałam i żałuję do teraz. Okazało się, że twórczość jest droga, a pytania "kim po tym będziesz? ile zarobisz? jak się utrzymasz?" za trudne, by jako dziecko na nie odpowiedzieć. Błądzę więc sobie ścieżkami edukacji, z dala trzymając się drogi ku sztuce, bo zbyt wiele bólu sprawiło mi przyswojenie sobie, że coś do czego jesteś stworzony, jest za mało opłacalne, by poświęcić temu życie. I podziwiam, z ogromnym szacunkiem podziwiam wszystkich, którzy tę drogę obrali i którzy są na tyle odważni, by siebie nie sprzedać. Ja nie byłam. 

Wiem, że moją wyłącznie winą jest niewypełniona niczym pustka, która tkwi gdzieś głęboko i jak drzazga uwiera. Za każdym razem, gdy obieram jakąś drogę, mam poczucie, że jest zła. Rozum dyktuje, że dobrze, a serce pcha się gdzie indziej. Bo ten ołówek kusi by go wziąć, a ja łypię na niego spode łba już dobre kilka lat. Boję się, że już nie potrafię i nie robię nic, by się przekonać, czy umiem. I pewnie nie umiem. Wszystko co dostałam w genach, zaprzepaściłam w życiu, bo z talentem się rodzisz, a technikę wyuczasz.

Patron szkoły Stepan Agadzhanyan
Byłam dzisiaj w szkole, ale nie takiej zwykłej. Od wejścia pachniało farbami i rozpuszczalnikiem. Ściany usłane były kolorowymi obrazami, a podłogi zastawione rzeźbami. Autorzy w wieku od 7 do 16 lat. 

Żadna ze ścian nie pozostaje nieprzyozdobioną
Na ścianach nie ma już miejsca, więc obrazy prezentowane są na sztalugach
Rzeźby z gliny i gipsu
Antyczne modele do lekcji rysunku
Trafiłam do miejsca, w którym pielęgnuje się zasiane ziarenko. Szkoła Artystyczna im. Stepana Agadzhanyana w Wanadzorze daje podstawy przyszłym ormiańskim artystom. Kształci ich w zakresie historii sztuki, rysunku, malarstwa i rzeźby. Jej absolwenci, to przyszli studenci krajowych i zagranicznych Akademii Sztuk Pięknych. Dzieci odnoszą ogromne sukcesy, otrzymują dyplomy i nagrody, zajmują najwyższe miejsca w międzynarodowych konkursach artystycznych w Europie i USA.

Album z państwowymi i zagranicznymi nagrodami i wyróżnieniami uczniów
Wygrane w międzynarodowych konkursach 
Gabinet dyrektora to mała galeria sztuki
Dyrektor szkoły, Arsen Rafayelyan, z dumą pokazuje mi albumy z zagranicznymi dyplomami. "Tych z konkursów miejscowych nie trzymamy, nie ma na nie miejsca" - dodaje z błyskiem w oku. Jego szkoła uczy 93 dzieci, każde z nich zna z imienia i nazwiska. 

Dyrektor szkoły i człowiek o złotym sercu - Arsen Rafaelian
Pokazuje mi stosy obrazów, większość z nich nie wygląda, jakby była autorstwa maluchów. Nie są podpisane, dyrektor pamięta, kto jest twórcą każdego dzieła i ile ma lub miał lat, gdy je stworzył. A jest co pamiętać. 

Szkice starszych uczniów szkoły
Szkoła przypomina galerię sztuki, każdy wolny centymetr jest zagospodarowany przez dzieło sztuki. Nie ma wolnej ściany, sufitu, podłogi tyle co by przejść. I dyrektor jest dumny, bo wie, że prace są dobre. 

Rzeźby najmłodszych
Sucha nitka, technika z użyciem linoleum i czarnego atramentu
Szkic 
Praca kilkulatka

Arsen Rafayelyan jest cenionym ormiańskim artystą i człowiekiem z wielkim sercem. Wszelkimi siłami stara się utrzymać przy życiu tę szkołę, a to zadanie nie jest proste. Szkoła ma już 55 lat i trzykrotnie zmieniała swoją siedzibę. Do trzęsienia ziemi mieściła się w przestronnym budynku naprzeciwko dworca głównego w Wanadzorze, potem tymczasowo funkcjonowała w Galerii Sztuki. Ostatecznie przeniesiono ją z dala od ścisłego centrum, do budynku, który pozostawia wiele do życzenia. Warunki nie były za dobre, dyrektor własnymi środkami zapewnił ogrzewanie, bo przy ujemnych temperaturach nie dało się wytrzymać. Pieniędzy nie ma za dużo. Nauka w szkole jest tania, żeby rodziców było stać na posyłanie do niej dzieci. Stałej pomocy materialnej nie otrzymują, więc żyją z miesiąca na miesiąc. Aż dziw, że tak ważne miejsce jest tak zaniedbane i aż dziw, że tak zaniedbane miejsce, jest takie piękne.

Budynek Szkoły Artystycznej
Zaczęło się oprowadzanie. Wąskimi korytarzami, które dodatkowo zwężają wszędzie eksponowane obrazy, dochodzi się do pracowni. Dzieci uczą się w grupach wiekowych, dzięki czemu zachowany jest równy poziom. Po 7 latach nauki różnych technik artystycznych i historii sztuki, tworzą swoją pracę dyplomową. Część absolwentów od razu ląduje w Akademiach Sztuk Pięknych w Erywaniu, Petersburgu i w Europie Zachodniej, inni wybierają dłuższą drogę.

Zajęcia z historii sztuki
Najmłodsi artyści
Zaplecze szkoły, zbiory prac uczniów, modeli i wzorców
Dzieci są skupione. Malują martwą naturę. To nie jest jakieś tam bazgrolenie, to poważna sztuka a oni są poważnymi młodymi artystami. Pracownie zwiedzamy według wieku, od grup najmłodszych do najstarszych. Widać jak z roku na rok podwyższa się poziom i polepsza technika. U najstarszych  bije po oczach artystyczna świadomość, z ołówkiem w ręku tworzą harmonijną całość. W gardle czuję dławiące szczęście, że o to dbają. 


Pejzaż z wyobraźni
Martwa natura dowolną techniką
Martwa natura
Praca z żywym modelem
Art was something that for many years I was deadly offended on. It is my weak point and greatest failure. Once, holding a pencil, I felt that I hold in my hand the whole world and it is up to me how it will looks like. We were the creators of the world we wanted. Now, I use pencil only for writing and nothing else. As a child, I looked at the world from the perspective of "how it could have looked like on a paper". I have seen houses and trees differently than the others. I've seen people faces and I appreciated their wrinkles, their eyes and noses, their cheeks and lips and with the eyes of imagination I sketched their faces with the smallest detail. Now I look at the people and I see only people. I have already forgotten how much I missed, I have forgotten longing for my pencil, the one with which I've created the world, not this for writing.

I was offended on art, because I was disappointed. It was suppose to be something noble, extraordinary, incomprehensible, perfect, astral. The reality ripped me out of this imagination, brought art to the level of matter, showed that its overhumanity comes with a price. I didn't dedicated my life for art, and I regret it now. It turned out that the creativity is expensive, and the question "Who are you going to be after that? How much will you earn? How will you live?", were too difficult, for me as a child, to answer. So I wander the paths of education, keeping away from the path to art, because it was too paintful for me to understand that something I love is not worth it. I admire  and respect all those, who have chosen this path and who are brave enough to not sell themselves. I was not.

I know that I am the one to blame, but I feel unfilled emptiness, which hurts like a splinter. Every time I pick a way, I have a feeling that it not the wright one. Mind dictates it's good, and the heart pushes elsewhere. My pencil still tempts me to take it, but I only look at it. I'm afraid that I can't draw anymore and I don't do anything to see if I can. But...I probably can't. All I got in the genes, I've squandered in my life, because you are born with a talent, but you are mastering the technique.

I was at school today, but not in a "normal" one. From the entrance it smelled with paint and solvent. The walls were littered with colorful paintings and floors were pledged with sculptures. Authors - between the ages of 7 to 16 years.

I came to the place where the seed sown natured. The School of Art named after Stepan Agadzhanyana in Vanadzor provides the basic education for future Armenian artists. Pupils are tought the art of history, drawing, painting and sculpture. Its graduates are the future national and international students of Academies of Art. Children are enormously successful, receive diplomas and awards, take the highest places in international artistic competitions in Europe and the USA.

School director, Arsen Rafayelyan, proudly shows me albums with foreign diplomas. "Those of local competitions we don't keep here, there is no place for them" - he adds with a twinkle in his eye. His school teaches 93 children, each of them he knows by name.

He shows me stacks of paintings, most of them don't look like were prepared by children. Paintings are not signed, the director remembers who is the author of each work and how old he or she was while painting it. And there is a lot to remember.

School reminds gallery, every free centimeter is used by a hanging work of art. There is no free wall, ceiling and floor, there is only a litle place left to walk. And the director is proud, because he knows that this works are good.

Arsenic Rafayelyan is a highly respected Armenian artist and a man with a great heart. By any forces he is trying to keep alive this school, and this task is not easy. The school functions for 55 years and three times changed its place. Until the earthquake it was located in a spacious building opposite the Central Station in Vanadzor, then temporarily operated in the Art Gallery. Finally it was moved away from the center to the building, which leaves a lot to be desired. Conditions are not the best, the director did everything yo provide the school with central heating, because it was impossible to work during the winter. There is not enough money, school doesn't receive any permanent financial support, so they live from month to month. School education is cheap, so that parents could afford to send their children to it. It was surprising for me, that such an important place is so run down and at the  same time, that such a neglected place is so beautiful.

We had a guided toure of the school. Narrow corridors, which are further narrowed by exhibited paintings, lead to studios. Children learn in age groups, so that equal level is maintained. After 7 years of studying different artistic techniques and art history, they create their diploma work. Some of them immediately end up in the Academy of Art in Yerevan, St. Petersburg and Western Europe, while others choose a longer way.

Children are concentrated. I see them painting a still life. This is not just a normal scrawl, it is a serious art and they are serious young artists. We visit studios by ages, from the youngest to the oldest group. As can be seen, from year to year increases and improves the level of their art technique. In eyes of the oldest students beats artistic awareness. With a pencil in hand they form a harmonious unit. I was happy and touched by what I've seen.

niedziela, 7 grudnia 2014

RÓŻNE ZASTOSOWANIA KOLENDRY - VARIOUS USES OF CORIANDER

Poniżej przedstawiam same delikatesy kuchni ormiańskiej, które bez problemu można przygotować nie tylko w Armenii.

Pierwsze danie to cudownie pachnąca i zachwycająca w smaku zupa z fasoli, z dodatkiem orzechów włoskich i odrobiną kolendry.

Zupa fasolowa z orzechami i kolendrą
Na drugie danie idealnym okazała się wołowina z marchewką, zieloną papryką, czosnkiem i kolendrą. Mięso najpierw podpieczone, a następnie podduszone smakowało i wyglądało doskonale. Do tego niesamowity sos...

Wołowina z marchewką, zieloną papryką, kolendrą i czosnkiem
Zaraz potem jagnięcina z czarnymi śliwami, zieloną, świeżą, bułgarską papryką i kolendrą - zdecydowanie mój faworyt!

Jagnięcina z czarną śliwą, zieloną papryką kolendrą 

Zapach, smak i wygląd tego dania jest wprost zachwycający i szczerze polecam przygotować takie cacko w domu.



Zostałam również uraczona przecudowną i magiczną herbatą z kwiatu prymulki. Zobaczcie sami co dzieję się po zalaniu gorącą wodą! Wiecie może, czy taką herbatę można kupić w Polsce?





Dania przygotował mój obecny, absolutny autorytet w dziedzinie ormiańskiej kulinarii - Pani Sofia Siemionowna.

I want to present some of amazing Armenian kitchen delicatessen, which can be easily prepared not only in Armenia.
The first dish is a tasty soup with beans, walnuts and cilantro.
For the second course goes perfect beef with carrot, green Bulgarian pepper, garlic and coriander. Meat was first roasted and then braised. 
Next is lamb with black plum, fresh green Bulgarian pepper and coriander of course.
Smell, taste and appearance of food is simply amazing and I honestly recommend this dishes to prepare at home.
Last thing, I wanted to share with you, is simply magical tea with primroses flower. See yourself what is going on after pouring it with hot water! Do you know where can I buy it? I love it! 

czwartek, 4 grudnia 2014

ORMIAŃSKI KEBAB - ARMENIAN KEBAB

Ormiański kebab to nic innego jak szaszłyk, tylko że z mięsa robi się farsz. Kebab jest dietetyczny, ponieważ przygotowuje się go na ogniu, bez dodatku żadnego tłuszczu. Powinno serwować się go w towarzystwie świeżych i marynowanych warzyw, zieleniny, chudych krowich i owczych serów, lawasza, wina lub wódki.

Kebab przygotowuje się z cielęciny. Cielęcina tym się różni od wołowiny, że jest jasnoróżowa a nie czerwona, jaką zwykła bywać ta druga. Jeżeli kebab przygotowuje się z baraniny, to trzeba uważniej dobierać mięso, żeby nie było zbyt tłuste, bo jaki sens jest podnosić niepotrzebnie cholesterol..?

W parze z mięsem idzie cebula i kolendra, które uprzednio należy namoczyć w wodzie. Kolendra i cebula powinny być pokrojone na średniej wielkości kawałki i razem z mięsem przepuszczone przez maszynkę do mielenia mięsa. Przygotowany farsz wkłada się w miskę, posypuje bazylią, doprawia solą i pieprzem, podlewa wodą i miesza jak ciasto.

Mięso kebaba gotowe do pieczenia (fot. Agnieszka Błażek)
Miecze do szaszłyków powinno się najpierw przetrzeć ścierką z tłuszczem, a potem suchą, inaczej mięso się nie przyklei. Na nich lepi się kebabową kiełbaskę, którą następnie należy dobrze upiec na grillu.

Pieczenie na grillu (fot. Agnieszka Błażek)
Ściągając kebab z szaszłyko-miecza można posłużyć się lawaszem i zsunąć go po prostu na naczynie. Kebab posypuje się świeżą posiekaną cebulą, zieleniną i berberysem, zawija w lawasz i spożywa ze smakiem.

A tak prezentuje się danie finalne... (fot. Agnieszka Błażek)
...w towarzystwie cebulki i kolendry (fot. Agnieszka Błażek)
W Wanadzor jest jedna bardzo fajna knajpka, w której można zjeść wyborny kebab. Przed nią, wystawiony jest potężny grill, który szef kuchni zwykł rozpalać suszarką do włosów. Nie mniej, szaszłyki tam serwowane są uzależniająco pyszne.

Technicznie rzecz biorąc...
...to działa! :D
Armenian kebab is nothing but a shashlik, but done from forcemeat. Kebab is dietary, because it is preparing on fire, without any addition of fat. It should be served with fresh and pickled vegetables, greens, cheese, lavash, wine or vodka.
Kebab is prepared from veal. Veal differs from beef with its colour. The first one is light pink and the second one is rather red. If you prepare kebab from sheepmeat then you need to carefully choose meat. It shouldn't be fatty, because there is no sense of unnecessarily increasing cholesterol...;)
Hand in hand with the meat go onion and coriander, which previously should be soaked in water. Coriander and onions should be cut into medium-sized pieces and together with the meat passed through the meat grinder. Stuffing should be put into a bowl, sprinkled with basil, seasoned with salt and pepper, stirred with water and mixed as dough.
Mettalic hashlik sticks should be first wiped with oiled cloth and then with dry one, otherwise meat will not stick to the metal. Around this sticks you put meat, which should looks like sausage and then bake on grill. 
If kebab is well baked you pull it off from sticks. You can use lavash, it will be easier. Then, sprinkle kebab with fresh chopped onions and greens, wrap it in lavash and eat with taste.
In Vanadzor, there is one very cool cheap bar, where you can enjoy delicious kebab. What is interesing,  a chef of it uses hairdryer to make a fire on a grill. Beside this oddity, they serve really tasty kebab. 

środa, 3 grudnia 2014

GRA W NARDY - BACKGAMMON

Ormianie są wielbicielami gry w nardy, znanej również na Bliskim Wschodzie, Turcji i w Grecji. Gra ta uznawana jest za jedną z najstarszych gier świata. Do gry potrzebna jest drewniana plansza, na której dwóch zawodników walczy o jak najszybsze doprowadzenie swoich pionków do bazy. Ruchy wyznaczane są przez rzuty kostką. 

Gra w nardy (fot. Agnieszka Błażek)
Drewniana plansza do gry (fot. Agnieszka Błażek)
Gra w nardy jest bardzo popularna, idąc ulicami Erywania można zobaczyć mężczyzn grających w nią w kawiarniach. Także z mojego okna mieszkania całą jesień grywali na świeżym powietrzu starsi panowie. Gra jest świetną okazją do spotkań i sąsiedzkich pogaduszek. Najlepiej, jeśli towarzyszą jej suche przekąski i napoje. 

Armenians are true lovers of play called "Nardy" (in English Backgammon), which is also known in the Middle East, Turkey and Greece. This game is considered to be one of the oldest games in the world. To play it you need a wooden board, on which two players fight to bring their pieces to to the base as fast as possible. They make moves by the roll of the dice.
Backgammon is very popular in Armenia. Walking through the streets of Yerevan, you can see men playing it in cafes. Through the whole autumn I could admire older men playing it on the back yard. This game is a great opportunity to meet and chat with neighbors, especially if such meeting is accompanied by snacks and drinks.

wtorek, 2 grudnia 2014

GOŚCINNOŚĆ - HOSPITALITY

Zastanawiało mnie, jak to możliwe że Armenia zachowała tak dużo tradycji i obyczajów. Położenie Armenii nie należy to najbezpieczniejszych, a życie jej mieszkańców nigdy nie było łatwe. Otoczona zewsząd przez wrogie i w większości muzułmańskie państwa (poza Gruzją), ziemia Ormian na przemian targana była wojnami i podbojami. Przez wieki Ormianie tracili niepodległość, to znów ją odzyskiwali krwawą i heroiczną walką, by po chwili znów ją stracić. Przez cały ten czas istnienia i nieistnienia państwa, nieprzerwanie istniał naród, który całymi siłami pielęgnował i kultywował tradycje oraz kulturę dając tym samym kolejnym pokoleniom młodych Ormian poczucie przynależności do jednej wspólnoty i ojczyzny. Było to sposobem walki z próbą wykorzenienia narodu ormiańskiego, wyniszczenia go i zgniecenia. Dzięki temu, u Ormian można dostrzec niebywały patriotyzm, godność, poczucie wartości, szacunek wobec własnej historii i dumę z jej dorobku. Ormianie z błyskiem w oku opowiadają o ich pierwszym chrześcijańskim państwie, o alfabecie i Mesropie Masztocu. Na nowinki z Zachodu spoglądają spode łba i niespieszno jest im się przypasować.

Podczas podróży do Garni zostałyśmy zaproszone na poczęstunek i kawę do mieszkańców Garni, poza tym Panie w roli przewodników oprowadziły nas nie tylko po Garni, ale też pojechały z nami do Gerarda (fot. Agnieszka Błażek)
Ziemia, na której żyją Ormianie jest trudna i zawsze była. Mimo to, kochają ją nade wszystko. Chętnie chwalą się swoimi domowymi wyrobami, konfiturami, miejscowymi owocami, podkreślając przy tym ich niepowtarzalny smak i aromat. Częstują winami i koniakiem, zapraszają na tradycyjne ormiańskie dania. Robią to przy tym nie na pokaz i nie sztucznie, a prawdziwie, od serca i szczerze.
Ormianie są naiwnie otwarci i nie chcę ich tutaj w żadne sposób obrazić. Po prostu ich gościnność i odkrytość kompletnie nie pasuje do tego, jak przez tak wiele wieków potraktował ich los. Ormianie ugoszczą, napoją, najedzą i przenocują, podzielą się wszystkim co mają i opowiedzą wszystko co wiedzą. Pod tym względem są niesamowici i mam nadzieję, że to dobro kiedyś im się zwróci. Mimo wszystko, dla człowieka z Zachodu jest to zjawisko trochę niebywałe. Osobiście nie byłam przyzwyczajona do aż takiej gościnności i podchodziłam do tego z rezerwą lub wręcz obawą. No bo jak to, obcy ludzie i od razu do domu? Mnie to pachniało podstępem...okazuje się jednak, że w większości nie mają oni złych zamiarów. Chcą po prostu ugościć, pochwalić się swoim krajem i przedstawić go z jak najlepszej strony. Nie namawiam nikogo, żeby ślepo wierzył każdemu nieznajomemu człowiekowi, bo wiadomo jak jest, wszędzie są i lepsi i gorsi...

Studentki Wanadzorskiego Uniwersytetu i za razem przyjaciele od serca
O gościnności Ormian jeszcze pewnie nie raz napiszę, bo zaskakuje mnie ona za każdym razem tak samo silnie...

I was wondering, how it is possible that Armenia has preserved so many traditions and customs. The location of Armenia has never been the safest one, and the life of its people has never been easy. Surrounded on all sides by enemies, mostly muslim countries (except Georgia), the land of Armenia was alternately affected by wars and conquests. During centuries Armenians were loosing their independence, heroically fighting for it and after a while loosing it again and again... Throughout this period of existence and non-existence of their state, Armenians existed constantly as a nation. With all forces they were cultivating their traditions and culture, giving by this a sence of belonging to the same community and country for next generations. It was their way of fighting with enemies' attempt of eradicating and crushing Armenian. For all this years, Armenian became a proud nation, incredibly patriotic, with dignity, self-esteem and respect for their history and pride of their achievements. Armenians, with a twinkle in their eyes, talk about their country as a first Christian country in the world, about their alphabet and Mesrop Masztoc, musicians and writers. They are not convinced about western novelties and don't hurry to absorb them - and this is what I admire the most.
The land, where Armenians live, is difficult and has always been. Nonetheless, they still love it very much. They praise their domestic products, preserves, local fruits and underlie their unique taste and aroma. They regale foreigners with local cognac, wines and enjoy showing traditional Armenian cuisines. They don't do this to show up or artificially, but truly, from the deep of their hearts and really honestly.
Armenians are naively opened, and by saying this I don't mean to offend them. I'm just thinking, that their hospitality and openness completely don't fit to through what they came for over centuries. Armenians love foreigners, they will always host you the best they can, they will watered you and feed you with all they've got, they will provide you a place to stay, they will share everything they've got and tell everything they know. They are amazing and I hope, that everything they do for people like me, will be returned doubly.
But, for me as a little bit "western" person, this whole hospitality was quite an incredible phenomenon at first. Personally, I was not used to such openness and I approached it with caution or even fear at the beginning. I mean, how can it be? I'm a stranger and they invite me? Without asking who I am and so on...? It was strange for me ... But it turns out, that mostly, they don't have bad intentions. They just want to host you, show off their country and provide with all the best they've got. I don't encourage anyone to blindly believe in every stranger you meet, because you know how it is, everywhere there are good and bad people, but don't look at them like on criminals, if they are nice to you. They are nice, because this is the way they are! 
Armenian hospitality is still an open subject for me, and I think it will suprise me not once, so I will write about it as long as I am here.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

GÓRA ARARAT - ARARAT MOUNTAIN

Ararat jest symbolem Armenii i można to zauważyć dosłownie wszędzie. Wizerunki góry spotyka się na wszelkiego rodzaju pamiątkach, wisiorkach, zastawie stołowej, obrazach, dywanach, widokówkach, ale co najważniejsze - znajduje się w samym sercu godła i na banknotach. Dominuje w sztuce i literaturze.

Ormiańskie banknoty z wizerunkiem góry Ararat w tle
Ręcznie robione talerzyki, w centrum z wyobrażeniem Masisa
Góra, nazywana w języku urzędowym Masisem, leży na historycznych terenach Armenii, w samym centrum Wyżyny Armeńskiej, między jeziorami Wan i Sewan, 32 km od granicy armeńsko-tureckiej. Składa się z Małego (3896 m n.p.m.) i Wielkiego Araratu (5137 m n.p.m.).

Widok góry z klasztoru Chor Wirap (fot. Agnieszka Błażek)
Nazwa góry pochodzi od imienia boga śmierci i odrodzenia - Ary. Według Biblii na stokach tej góry osiadła po Potopie Arka Noego, stąd tak wielkie symboliczne znaczenie ma ona dla najstarszego chrześcijańskiego państwa i tak wielki ból sprawia mu fakt, że jest ona obecnie w rękach tureckich.

Ararat Mały z lewej strony i Ararat Wielki z prawej (fot. Agnieszka Błażek)
Każdego ranka mieszkańcy Erywania budząc się, przecierają ze zdumienia oczy, jak piękna jest ich góra. Mówią również, że ze strony Armenii widok na Ararat jest znacznie ładniejszy niż ze strony Turcji. Ararat Turcja dostała na mocy moskiewskiego porozumienia z 1921 roku. Dostała, mimo że nie prosiła. I triumfalnie spogląda teraz na ból Ormian, którzy symbol swojego narodu mają na wyciągnięcie ręki, a mimo to potężnym murem stoi przed nimi zamknięta granica. Pozostaje im wzdychać przez każdy spośród 365 dni w roku do góry, którą tak kochają.  

Ararat o świcie - widok z Erywania (fot. Agnieszka Błażek)
Ararat is an Armenian symbol and can be seen almost everywhere. Images of this mountain are on all kinds of souvenirs, pendants, tableware, paintings, carpets, postcards, but most importantly - this image is also in the heart of Armenian emblem and on their banknotes - drams. Ararat dominates in art and literature as well.
Mountain, known officialy in Armenia as Masis, is located in the historic areas of Armenia, in the center of Armenian Highland, between two most important lakes Wan and Sevan, 32 km from the border between Armenia and Turkey. It consists of the Small (3896 m) and the Great Ararat (5137 m).
Name Ararat comes from the name of god of death and rebirth - Ary. According to the Bible on the slopes of this mountain settled Noah's Ark after the Great Flood. This is why Ararat is so important symbol for the oldest Christian country, and why the fact that it is now in the hands of Turkish is so painful for them.
Citizens of Yerevan woke up every morning and admire their mountain. They say, that from Armenian side view of Ararat is more beautiful than from the Turkish side. Turkey got this mountain under the Moscow Agreement in 1921. They got it, although not asking for it. And now they look triumphantly on Armenians pain, for which this is a symbol of their nation not longer avaible to touch. The only thing which is left for them, is to admire it in every single day through the year...